Wielce Zwodnicza Scenografia Strony - wybierz przebranie: Sprawa Baudelaire'ów, Tajemnica WZS lub Snicket

Zabawa naprawdę nie dla dzieci
krwiożerczy karnawał - recenzja

Zwyczajowo czytanie winno przynosić nam radość. Wielu z was „czytanie”, umieści jako wpis w rubryce o nazwie hobby. Tylko jak wielu przyzna się, że rozrywką są dla nich opowieści o przygodach rodzeństwa Baudelaire? Jak wielu z was jest na tyle zepsutych i okrutnych, by powiedzieć, że te przeraźliwie okrutne wydarzenia są rozrywką? Gdy nawet ci z celi śmierci odwracają wzrok, gdy tylko podsunie im się pod nos którąś z okładek. Oczywiście w zależności od pracy. Bo jeżeli akurat ubiegacie się o posadę okrutnego kata, czy też straszliwego stracha na kruki, może i nie będzie tak źle?

Seria Niefortunnych Zdarzeń - to nie są książki dla odprężenia. To nie jest świat, pod którego poły chce się wejść, no chyba żeby tylko dać komuś kopa. Rozszarpać pazurami, rozerwać kłami, za to co robi im... Wioletce, Klausowi i Słoneczku. Rodzeństwu Baudelaire. Sierotom, którym jeszcze tak naprawdę nic dobrego się nie przydarzyło. Przynajmniej od dnia pożaru. A teraz: „Tkwimy na pustkowiu, w okolicy żadnej kryjówki, a cały świat uważa nas za zbrodniarzy. Więc jak zajmują się sobą zbrodniarze na uroczysku?”

Nie mają gdzie uciec, ale mają kilka dni, dopóki magia nie dobierze im się znowu do skóry, a dokładniej, nie wskaże Olafowi miejsca ich pobytu. Tak naprawdę sami zdecydowali, by wejść do bagażnika, gdy palił się szpital, ale nie myśleli, że w pewnym momencie będą musieli zmienić się w samego Olafa. W pewnym sensie. Nie myśleli, że może być jeszcze gorzej i, że to wszystko zakończy się największym koszmarem. Większym niż śmierć rodziców w płomieniach. Koszmarem skąpanym w radości, bo prawdopodobne jest, że któreś z ich rodziców żyje. Jednak żyje. Przynajmniej tak mówi Madame Lulu, która też ukrywa prawdziwą duszę. Jak i oni sami, stając się obiektami Gabinetu Osobliwości. Zbyt normalnych i zachwycających osobliwości.

Karnawał to jednak winna być zabawa. Jednak ta opowieść nie ma z nią nic wspólnego. Chyba, że jesteście większymi sadystami niż Olaf. Za to ma wiele wspólnego z krwiożerczością. Ludzką, pasją widzenia zła, krwi... z uwielbieniem gwałtu, absurdalności, i bezkompromisowej nienawiści. Ludzkiej głupoty, która nie widzi dobra. Szaleństwa, zamroczenia, odwiecznego koła okropieństwa. Może kiedyś zdarzy się cud? Nie...

„Uwielbiam sceny gwałtu...”, powie jedna z postaci, dając tym samym oprawcom bodziec do działania, a nam chwilę na przemyślenia. Czyż naprawdę tacy nie jesteśmy? Może to, co przydarzyło się rodzeństwu Baudelaire, trojaczkom Bagiennym i wielu innym, może to nas nauczy. Może ich wydarzenia, cierpienia, powiedzą nam, że trzeba być zwyczajnie, choć to tak dziwne, dobrym i uważać dobro za normalne i modne?

Ci, którzy zarzucali Snicketowi schematyczność, mogą schować łby w piasek i zjeść go z kilka kilogramów. Bo to nie jest taka książka jak poprzednie. Tutaj Baudelaire sami ścigają Olafa. Już nie uciekają. I nie są sobą. Czy jednak będąc kimś innym, nadal mogą być ze sobą? Nie ma już tych namiotów, kolejki, barakowozów. Zamiast Karnawału Kaligariego, który przez kilka dni był dla trójki dzieci domem, są zwyczajne uroczyska. Poczerniałe, puste, a jednak o wiele bardziej piękne i sympatyczne. One są lepsze, bo nie ma tam już Olafa i jego bandy. Wszyscy kierują się na Zjezdne zbocze. I my też.

Autor: Marzena Kowalska
Opublikowane za zgodą autorki.

idź do góry
© Copyright 2006-2010 Random and Luniasta / XHTML 1.0 Strict Valid /
gdyby nie fakt, że Internet Explorer to beznadziejna przeglądarka, nie byłoby tego tekstu