Wielce Zwodnicza Scenografia Strony - wybierz przebranie: Sprawa Baudelaire'ów, Tajemnica WZS lub Snicket

Nie jesteśmy w stanie się pocieszyć.
Czy jest nadzieja?

Wielu ludzi sądzi, że kariera dziennikarska Lemony'ego Snicketa skończyła się wraz z wylaniem z "Dziennika Punctilio". Jednak inni uważają, że byłby on zbyt daleki od poświęcania czasu zwyczajnym gazetom po tym, jak mniej więcej jedna trzecia dzieci na świecie kupiła egzemplarze dwunastu (jak na razie) tomów cyklu zatytułowanego "Seria Niefortunnych Zdarzeń". A po tym jak nikt inny, tylko Jim Carrey, zagrał w filmie opartym na opowieściach o nieszczęsnych dzieciach Baudelaire i ścigającym ich niegodziwym Hrabim Olafie, mówi się, że pan Snicket stał się zbyt ważny, żeby rozmawiać ze zwykłymi śmiertelnikami.

Jednak szczegółowe śledztwo najwyżej postawionych redaktorów Guardiana ujawniły istnienie zapisu pewnej rozmowy międzymiastowej. We wspomnianym transkrypcie pan Snicket okazał się rozmawiać z muzykiem, niejakim Stephinem Merrittem. Dalsze śledztwo, przeprowadzone z zachowaniem najwyżej poufności, ujawniło, że pan Merritt nagrał kilka płyt pod różnymi pseudonimami i napisał wiele godnych uwagi piosenek, w szczególności tych zawartych wśród "69 piosenek miłosnych" ("69 Love Songs"), przypisywanych zespołowi "The Magnetic Fields".

Ta dwójka okazała się dyskutować na temat sytuacji Baudelaire'ów i starań pana Merritta w kierunku napisania serii piosenek o niefortunnych sierotach i ich przygodach. Po wielu próbach skontaktowania się z nieuchwytnych panem Snicketem, byliśmy wreszcie w stanie wyśledzić jego kryjówkę w Nieznanym Miejscu. Powiedzieliśmy mu: "Proszę pana, chcielibyśmy wydrukować całą pańską rozmowę z panem Stephinem Merrittem w naszej gazecie". Przymilał się, groził nam, dokuczał nam, próbował nas przekupić. Jednak nasze oddanie prawdzie zmusza nas do publikacji.


Stephin Merritt: Z kim mam przyjemność rozmawiać?

Lemony Snicket: Tutaj Lemony Snicket. Czy mój głos nie jest wystarczająco wyraźny, gdy biegnie przez ten chaotyczny ciąg lamp elektronowych?

SM: Halo? Panie Snicket? Słyszy mnie pan? Jeśli tak, z tej strony Stephin Merritt, dziennikarz, i chciałbym zadać panu kilka ważnych pytań na temat pańskich dzieł.

LS: Nie tylko pan ma pytania, panie Merritt. Pan na przykład wcześniej poświęcał swój raczej budzący grozę muzyczny talent kolekcjom piosenek dotyczących miłości, zaczynających się słowem "ja" lub przeznaczonych dla kilku najlepszych wokalistów świata. Dlaczego miałby pan teraz publikować płytę z piosenkami poświęconymi moim straszliwym i tragicznym opowieściom?

SM: Co? Ledwo pana słyszę. Pytał pan chyba, dlaczego przebrałem się za dziennikarza, skoro tak naprawdę jestem słynną i uwielbianą gwiazdą rocka? Dziękuję za komplementy, proszę pana, ale moja ostatnia praca pod nom de ukulele "The Gothic Archies" oparta na pańskich własnych badaniach, postawiła mnie w stanie nieznanego, ale obecnego zagrożenia, więc staram się występować incognito. Zapewne lepiej będzie - jeśli nie będziemy wspominać o moich pochlebnych recenzjach i bardziej oszczerczym niż pochlebnym przestawieniu mnie w mediach - skoncentrować się na podobnym temacie: co u diabła dzieje się z trójką młodych Baudelaire'ów? (Czy też może są raczej w niebie? Zdają się być dziećmi, które mogłyby się tam znaleźć przez przypadek lub nieszczęśliwy wypadek, a nawet całkiem celowo, żeby uniknąć szponów pewnych niegodziwych złoczyńców.) Proszę mówić do trąbki akustycznej głośno. Będzie mniej trzeszczało, jeśli będzie pan utrzymywał ten sam ton do każdej sylaby, tak jakby miał pan śpiewać, i możliwie najwyższy głos. Zatem, jeśli pan pozwoli, Baudelaire'owie. Będę teraz słuchał.

LS: Czy naprawdę sądzi pan, że będę dyskutował o Baudelaire'ach przez urządzenie, które tak łatwo można podsłuchiwać? Wielu wrogów Baudelaire'ów jest znanych z tego, że czają się we wszystkich możliwych kątach środków przekazu, które pan wymienił, i kto wie, jaka nikczemna gazeta może zechcieć spisać tę rozmowę i opublikować ją gdzieś, gdzie każdy będzie mógł przypatrzeć się szczegółom historii Baudelaire'ów. Czy nie wystarczy, że brytyjskie wydawnictwo znane jako Egmont podobno drukuje kilka kopii trzynastego i ostatniego tomu "Serii Niefortunnych Zdarzeń" pod tytułem "Koniec", w którym Baudelaire'owie jako rozbitkowie trafiają na opuszczoną wyspę zawierającą dystopijną utopię i histeryczną historię, gdzie mordują złoczyńcy i mordują złoczyńców i gdzie wodorosty, prawdopodobnie po raz pierwszy w historii literatury, są użyte jako peruka? Atmosfera w Wielkiej Brytanii jest już wystarczająco kiepska bez nadmiernego straszenia ponurą historią Baudelaire'ów. Sądzę, że najlepiej będzie nie wspominać nawet o najmniejszym szczególe warunków, w jakich znajdują się Baudelaire'owie. Ale wracając do tego zbioru melodii Gothic Archies, zatytułowanego "The Tragic Treasury" ("Straszliwy Skarb"). Czy to prawda że jedna z piosenek jest zatytułowana "The World Is a Very Scary Place" ("Świat to bardzo przerażające miejsce"? Co mogło zainspirować taką pieśń?

SM: Cóż, jak już pan odkrył, panie S., świat naprawdę jest przerażającym miejscem, bardzo przerażającym, więc chciałem, żeby ludzie się o tym dowiedzieli. Przeczytałem wszystko na ten temat w pańskiej trzeciej książce - o ile mnie pamięć nie myli - Ogromnym Oknie, w której Baudelaire'owie kontynuują swoją drogę do nieuniknionego losu czekającego ich w "Końcu". Jak pan wie, "The Tragic Treasury" ( "Straszny Skarb") prezentuje piętnaście moich piosenek w pewnym stopniu o pańskich książkach, po jednej piosence na każdą, wszystkie początkowo zawarte w audiobookach, ale teraz użyte do jeszcze szerszego rozprowadzenia wśród nieszczęsnego społeczeństwa. Nagrałem go pod nazwą "The Gothic Archies", więc nikt nigdy nie dowie się, kto go naprawdę stworzył. (Mam wiele przebrań: The Magnetic Fields, itd.) Czasami koniecznym jest pisać piosenki pod fikcyjnym imieniem i czasami sytuacja każe fikcyjnej osobie śpiewać piosenki. W przypadku "The World Is a Very Scary Place" ("Świat to bardzo przerażające miejsce") jest to rozsądnie ostrożna Ciotka Józefina, która, jak się okazuje, powinna być jeszcze bardziej ostrożna. W przeciwnym razie, jak mówi piosenka, za drzwiami czai się wywołany z lasu wilk. Wybaczy pan na chwilę?

LS: Ależ oczywiście. Pańska krótka nieobecność pozwoli mi dodać kieliszek brandy do drinka w mojej drżącej ręce. Na pewno słyszał pan, że te historie, które zainspirowały pańskie pouczające piosenki, nie zostały odebrane w spodziewany sposób, czyli jako nauka dla całego społeczeństwa. Zamiast tego, książki zostały ku mojemu zdumieniu potraktowane głównie jako rozrywka. Słyszałem o przypadkach dzieci, młodszych nawet od samych Baudelaire'ów, które były zachęcane do czytania "Serii Niefortunnych Zdarzeń" zamiast poświęcania się oglądaniem zdjęć stokrotek lub układaniem limeryków recytowanych przez pacynki. Czy nie boi się pan, że piosenki z "The Tragic Treasury" mogą być również uznane za chwytliwe, a nie za ostrzegawcze?

SM: Chwytliwe, oczywiście, że tak - wilk poszedł sobie pogwizdująć "Crows" ("Kruki"), jedną z najłatwiejszych do zapamiętania melodii, którą czułem się zobowiązany - acz z pewnym zakłopotaniem - uzupełnić rozpaczliwym przesłaniem pełnym zgrozy i nieszczęścia, wiernie zaczerpniętym z życia. Przy okazji, wilk miał dla pana wiadomość. Lecz moje największe obawy nie wiążą się z tym, że dzieci i inni mogłyby nucić lub gwizdać te melodie, ale że ich słowa (lub to, co zdaje się być niewprawnemu oku słowami) popchnie wrażliwych słuchaczy do wczesnego i brutalnego samobójstwa... lub późniego i brutalnego, co jest nawet gorsze.

LS: Zapewne na pożytek przyszłych słuchaczy "The Tragic Treasury" moglibyśmy wymienić te piosenki według narastania mroku, żeby podatni na sugestie słuchacze mogli uniknąć wczesnej śmierci. We Are the Gothic Archies" ("Jesteśmy Gothic Archies") na przykład umieściłbym na miejscu piętnastym, jako że jest wprawdzie ponura, ale nie do przesady, i nie jest powiązana z żadną z mych wytrącających z równowagi książek. Na czternatym miejscu umiejscowiłbym "Smile! No One Cares How You Feel" ("Uśmiechnij się! Nikogo nie obchodzi, jak się czujesz"), jako że jest to swojego rodzaju lekcja etykiety i swojego rodzaju filozoficzny wywód, ale zawiera niewiele emocjonalnego komentarza - najgroźniejszej pułapki na potencjalnych samobójców - pomimo że źródło inspiracji, "Szkodliwy Szpital", zawiera całą masę emocjonalnych komentarzy i trochę niepotrzebnych operacji. Ale co znajduje się na miejscu trzynastym w przewidująco nazwanym "The Tragic Treasury"?

SM: Och, to może być "Walking My Gargoyle" ("Spacerując z gargulcem"), bo chociaż opisuje osobę tak przerażającą, że skłania obserwujących do krzyku, to linia melodyczna jest wystarczająco żwawa, żeby zmusić dłoń osoby pragnącej się otruć do słabego postukiwania palcami, co udaremnia wszelkie zabójcze zamiary na wystarczająco długo, żeby sprowadzić pomoc, jeśli jakaś w ogóle istnieje. A gargulce, chociaż prawdziwe, stają się mityczne, gdy wyprowadzasz je na spacer. Tak przynajmniej wolę myśleć, chociaż nie wspominał pan ich w "Krwiożerczym Karnawale", który zainspirował piosenkę.

LS: Naturalnie potem kolej na "Crows" ("Kruki"), oparte na "Wrednej Wiosce", siódmej księdze w cyklu "Seria Niefortunych Zdarzeń", gdzie nawet ponure okoliczności nie potrafią ugasić pełnego miłości optymizmu bohatera. Na jedenastym miejscu jest "Shipwrecked" ("Rozbitek"), w którym okoliczności są dość złe, chociaż bohater zdaje się być całkiem zadowolony, pomimo że książka oparta jest na Ostatniej Księdze. Następnie "Freakshow" ("Gabinet Osobliwości"), drugie nawiązanie do Księgi Dziewiątej na tej płycie, które jest dość mroczne, ale ma szczęśliwe zakończenie. W tym momencie się zacinam. Niech pan pomoże.

SM: Można wymienić przynajmniej "Scream and Run Away" ("Krzycz i uciekaj"), piosenkę, która uświadamia, że dźwięczne okrzyki i natychmiastowa ucieczka są ciągle jakąś możliwością w tym niewątpliwie bezsensownym świecie drżącym ciągle ze strachu i całej reszty - co zostało opisane w pierwszej książce, "Przykrym Początku" - a na dodatek pojawia się w niej akordeon, na którym - na przekór wszystkiemu - gra pan. Niemniej jednak, to bardzo przygnębiające. Księga Druga i "In The Reptile Room" ("W Gabinecie Gadów"), wyszczególnia więcej groźnych aspektów naszych pozornie niegroźnych kuzynów gadów, usuwając ze słowa "herpetologia" angielskie "pet" - domowe zwierzątko - i wsadzając je z powrotem do "strumpet" - ladacznicy. Gady zazwyczaj są czarujące i zabawne - jeśli nie w rozmowie z nimi, to przynajmniej w rozmowie o nich - ale niektóre z nich są jadowite i postępne, zakamuflowane w drzewach tuż nad nami i pod naszymi krzesłami, czekając tylko by rzucić się na nas lub porazić nasz ośrodkowy układ nerwowy niewykrywalnymi, egzotycznymi truciznami, okrywając nazwę Królewstwo Gadów hańbą. Oczywiście królestwo gadów nie jest wcale królestwem, tylko gromadą (królestwo to zwierzęta), która nazywa się Reptilia. Ale to pan oczywiście wiedział.

LS: Naturalnie - czy też nienaturalnie (równie nienaturalnie jak śmierć w "Gabinecie Gadów"). Siódma co do natężenia smutku jest piosenka "When You Play the Violin" ("Gdy grasz na skrzypcach"), jako że słuchanie czegoś w rodzaju muzycznej niedorzeności, którą Baudelaire'owie musieli cierpieć przez całą Księgę Piątą - "Akademię Antypatii", jest smutniejsze niż zjadliwe gady, ale mniej smutne od choroby lokomocyjnej opisanej w "How Do You Slow This Thing Down?" ("Jak zamierzasz zwolnić bieg rzeczy?") i zainspirowanej przez trudną jazdę sankami w "Zjezdnym Zboczu", Księdze Dziesiątej.

SM: Po tym może następować "Things Are Not What They Appear" ("Nic nie jest takie, jakim się zdaje"), oparte na "Przedostatniej Pułapce".

LS: Zgadzam się. W tej piosence roi się od fałszu, ale jest on w pewnym stopniu zrównoważony przez akordeon. To uczyniłoby koniecznym nagrodzenie czwartym miejscem piosenki "A Million Mushrooms" ("Milion grzybów"), która opisuje złowrogie Meduzoidalne Mycelium, pierwszy raz spotkane przez Baudelaire'ów w "Groźnej Grocie" (Księdze Jedenastej). A pozbawiony blasku brązowy medal za trzecie miejsce wędruje do The World Is a Very Scary Place", które już przerabialiśmy.

SM: Natomiast srebrny medal, prawdopodobnie zrobiony z zębów pewnych upadłych bohaterów i może ozdobiony rtęcią, otrzymuje "This Abyss" ("Ta otchłań"), która nie tylko wpartuje się w otchłań opisaną w pańskim przerażającym szóstym tomie, "Windzie widmo", ale również wpatruje się w otchłań istniejącą w każdym z nas, zwłaszcza gdy jesteśmy głodni.

LS: Zgadzamy się zatem, że "Dreary, Dreary" ("Smutny, smutny") jest najtragiczniejszym mieczykiem w bukiecie jakim jest "The Tragic Treasury" - to elegia, którą był pan łaskaw napisać, by towarzyszyła "Tartakowi Tortur" (Księdze Czwartej). Słyszałem od kilku uczonych muzyków, że ten opis mojej ukochanej, Beatrycze, i późniejszego smutku po jej stracie - i być może straty każdej wielkiem miłości - jest całkiem poruszający, ale muszę wyznać, że po kilku pierwszych nutach mój szloch był jedyną rzeczą dźwięczącą w mych uszach.

SM: Całkowicie to rozumiem. Znalazłem się w podobnej sytuacji, gdy otwarłem "Listy Beatrycze" zawierające korespondencję pomiędzy panem a nią. Planowałem skomponować piosenkę na cześć tej pracy, ale po przeczytaniu jednej trzynastej książki odkryłem, że jestem nieznośnie zakłopotany i zszokowany i muszę zwinąć się w kłębek i nucić piosenki Billie Holiday i Visage - do czasu, aż poczuję się wystarczająco silny, żeby postawić książkę na bardzo wysokiej półce.

LS: Oto istota naszej współpracy: dwaj cierpiący artyści, niezdolni pocieszyć samych siebie - a co dopiero publiczność. Czy jest w ogóle jakaś nadzieja?

SM: Proszę chwileczkę poczekać. Ktoś znowu puka do moich drzwi.

LS: ...

SM: ...

LS: Halo?

SM: ...

LS: Halo?

SM: ...

LS: A teraz pukanie do moich drzwi. Obawiam się najgorszego.

SM: ...

LS: ...

SM: Przepraszam za to. To był pewien dżentelmen z Porlock i... Halo?

LS: ...

SM: Halo?

LS: ...

SM: ...

LS: ...

SM: ...


"The Tragic Treasury" ("Straszny skarb"), piosenki z "Serii Niefortunnych Zdarzeń" w wykonaniu "The Gothic Archies", zostanie opublikowany przez NoneSuch 9 października [2007 roku]. Trzynasta i ostatnia księga w cyklu "Seria Niefortunnych Zdarzeń" Lemony'ego Snicketa zostanie opublikowana przez Egmont 13 października.

The Guardian,
15 września 2006

Tłumaczenie: Random

idź do góry
© Copyright 2006-2010 Random and Luniasta / XHTML 1.0 Strict Valid /
gdyby nie fakt, że Internet Explorer to beznadziejna przeglądarka, nie byłoby tego tekstu